..............
Ciekawa jestem ile jest prawdy w powiedzeniu, że człowiek zmienia się co 7 lat? Że nie tylko zmienia ale wymienia nawet, że w przeciągu 7 lat wymieniają się tkankii wszelkie ingrediencje z których składa się ciało...
7 lat temu zobaczyłam trupa. Ciało znaczy się, dokładnie moją ukochaną ciotkę tyle, że nieżywą. Boże co to był za szok. Taka zdezorientowana się poczułam. Pamiętam to jak dziś.Takie truchło w kostnicy. Nic. Opakowanie po cioci.
Czy dziś po tej długiej podróży w poszukiwaniu własnej duszy wiem czym jest to coś co uleci ze mnie i zostawi tylko opakowanie? Czy już jestem tym innym człowiekiem? Czy już każda moja komórka wierzy w życie pozagrobowe, karmę, reinkarnację czy zmartwychwstanie? Bo że to coś jest -wiem.
Kiedy wstałam rano czy byłam sobą? A jeśli nie jestem ta sama to kim jestem? Spróbuję powiedzieć.... Alicja w Krainie Czarów
sobota, 10 listopada 2012
środa, 7 listopada 2012
7 listopada
Dziś jak diabeł z pudełka wyskoczyło mi z głowy wspomnienie. 20 lat siedziało schowane, nikomu nie opowiadane siedziało i truło, batem smagało by robić coraz więcej dla innych coraz mniej dla siebie.
Mieliło mnie i mieliło i w końcu wypluło. Rzecz z podstawówki, rzecz wydawałoby się mała i nieistotna. A jak wyskoczyła to nie wiedziałam jak mam usta zatykać w tym tramwaju taki skowyt się z serca wydobywał. Przytuliłam to wspomnienie,oddychałam głęboko skupiając się na przestrzeni wokół serca. Trochę płakałam, ale czuję jak wewnętrznie odmarzam, jak to było dokładnie to czego w sobie szukałam. Tyle lat. W tylu gabinetach, na tylu warsztatach. A znalazłam w tramwaju nr 16 na wysokości drewnianego kościółka..... tak, kościółka pod wezwaniem Archanioła Michała, którego tak ostatnio prosiłam o pomoc......
Cuda są wszędzie.
Mieliło mnie i mieliło i w końcu wypluło. Rzecz z podstawówki, rzecz wydawałoby się mała i nieistotna. A jak wyskoczyła to nie wiedziałam jak mam usta zatykać w tym tramwaju taki skowyt się z serca wydobywał. Przytuliłam to wspomnienie,oddychałam głęboko skupiając się na przestrzeni wokół serca. Trochę płakałam, ale czuję jak wewnętrznie odmarzam, jak to było dokładnie to czego w sobie szukałam. Tyle lat. W tylu gabinetach, na tylu warsztatach. A znalazłam w tramwaju nr 16 na wysokości drewnianego kościółka..... tak, kościółka pod wezwaniem Archanioła Michała, którego tak ostatnio prosiłam o pomoc......
Cuda są wszędzie.
wtorek, 6 listopada 2012
6 listopada
Zęby córki są najważniejsze. Przytulanie płaczącej córki jest najważniejsze. Medytacja miłującej dobroci jest najważniejsza. W tym samym momencie dzieje się tyle najważniejszych rzeczy. Medytować z płaczacym dzieckiem na rękach potrafię. Nauczyłam się przez pierwsze jej miesiące życia. Ona płakałaa ja skupiałam sie na miłości jaką do niej czułam i rozszerzałam te kręgi na coraz wieksze przestrzenie, a potem zaczynałam znowu od niej. Czuję, że przetrwałam te 3 miesiące kolki bez uszczerbku na swoim zdrowiu psychicznym. Uważnie się przyglądam córce i tak nieśmiało zgaduję,że jej też to nie doskwiera.... oby. Tuliłam ją, nosiłam, chyba tylko ze trzy czy cztery razy miałam tak strasznie dość, jak można mieć dość noszenie wrzeszczącego niemowlaka. Ale to dość zawsze objawiało się jak rozpraszałam uwagę, jak uciekałam z chwili obecnej. Jak myślałam,że mogłabym robić coś pożytecznego..... a przecież robiłam.
Mam jakieś trudności ze sobą w tym momencie. Coś mnie gryzie od środka. Zwolniłam krok,opuściłam kąciki ust w dół. Jadę tramwajem do pracy i patrzę na coraz bardziej opustoszały z kolorów park. Tak dyskutuję zawzięcie w głowie..... Ale dzieją się cuda uważności, które mnie z głowy wyrywają z korzeniami. Wkładam dziecko w chustę i idziemy na spacer- mały paluszek wskazuje świat jakim jest, bez interpretacji. Po prostu. Ja go opisuję- a tio-to. drzewo. tio-to. lampa. tio-to. szyld z napisem wróżka. tio-to. salon kuchni. tio-to..... cały świat na nowo. Sama obserwacja. Najpiękniejszy trening NVC. Najlepsze TU i TERAZ.
Mam jakieś trudności ze sobą w tym momencie. Coś mnie gryzie od środka. Zwolniłam krok,opuściłam kąciki ust w dół. Jadę tramwajem do pracy i patrzę na coraz bardziej opustoszały z kolorów park. Tak dyskutuję zawzięcie w głowie..... Ale dzieją się cuda uważności, które mnie z głowy wyrywają z korzeniami. Wkładam dziecko w chustę i idziemy na spacer- mały paluszek wskazuje świat jakim jest, bez interpretacji. Po prostu. Ja go opisuję- a tio-to. drzewo. tio-to. lampa. tio-to. szyld z napisem wróżka. tio-to. salon kuchni. tio-to..... cały świat na nowo. Sama obserwacja. Najpiękniejszy trening NVC. Najlepsze TU i TERAZ.
piątek, 2 listopada 2012
2 listopada
Miałam plany na dzisiejszą notatkę, obłożyłam się książkami, żeby wybrać cytat, odniesc się błyskotliwą myślą do. I guzik. Nie będzie wymarzonej drugiej notatki ponieważ plan na dziś był inny.
Dziś miałam się nauczyć od mojego dziecka elastycznego podejścia do rzeczywistości i o dziwo udało mi się. Czuję, że ten dzień był właściwy. Jestem teraz trochę zmęczona, nie będę temu z uśmiechem zaprzeczać. Bolą mnie plecy od noszenia i ucho od ryków i pisków, ale.... byłam z nią w jej niewygodzie. Słyszałam każda skargę i zatapiałam się w jej łkaniu. Nie przyśpieszałam, nie mówiłam sobie w głowie ani do niej na głos no przestań już, nosiłam i tuliłam a jak mi myśli uciekały w inne rejony, łapałam za pięty i mówiłam -
tu i teraz moje dziecko mnie potrzebuje całkiem.
Bo kto wie na ile jeszcze zębów razem będziemy czekały?
Dziś miałam się nauczyć od mojego dziecka elastycznego podejścia do rzeczywistości i o dziwo udało mi się. Czuję, że ten dzień był właściwy. Jestem teraz trochę zmęczona, nie będę temu z uśmiechem zaprzeczać. Bolą mnie plecy od noszenia i ucho od ryków i pisków, ale.... byłam z nią w jej niewygodzie. Słyszałam każda skargę i zatapiałam się w jej łkaniu. Nie przyśpieszałam, nie mówiłam sobie w głowie ani do niej na głos no przestań już, nosiłam i tuliłam a jak mi myśli uciekały w inne rejony, łapałam za pięty i mówiłam -
tu i teraz moje dziecko mnie potrzebuje całkiem.
Bo kto wie na ile jeszcze zębów razem będziemy czekały?
czwartek, 1 listopada 2012
1 listopada
A gdyby tak miało się okazać, że został mi tylko rok życia? Aż rok? Co bym zrobiła, jak się przygotowała? czy wpadłabym w hedonistyczna pułapkę carpe diem, czy raczej skrupulatnie przygotowała lektury, listy, czy ważyłabym słowa? Czy wyrzuciłabym niewygodne buty i kupiła kapcie?
Nie wiem.
Wiem, że ostatnio odeszło kilka zbyt młodych osób. Oni usłyszeli, może być kiepsko, może być tak,że choroba Cię pokona.
Myślałam mocno o tym. W ręce wpadła mi ksiażka Stephena Levine'a "Gdybyś miał przed sobą rok życia. Eksperyment na świadomości".
Zdecydowałam. Chcę być żywa więc postawię śmierć na horyzoncie żeby mi przypominała.......
Nie wiem.
Wiem, że ostatnio odeszło kilka zbyt młodych osób. Oni usłyszeli, może być kiepsko, może być tak,że choroba Cię pokona.
Myślałam mocno o tym. W ręce wpadła mi ksiażka Stephena Levine'a "Gdybyś miał przed sobą rok życia. Eksperyment na świadomości".
Zdecydowałam. Chcę być żywa więc postawię śmierć na horyzoncie żeby mi przypominała.......
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)