Zimne wieczory. Wczoraj wyjęłam z szafy szlafrok i ubrałam go. Jeszcze się nie nacieszyłam latem a ono już niepostrzeżenie umyka. Czy ja nie dość docieniam każdą chwilę, że mi żal jak coś odchodzi? Mało buddyjska w tym jestem. Tęsknię. Kocham konkretnie, nie ogólnikowo. Mało buddyjska... eh, ale się uczę, codziennie bilans na plus. jeszcze kilkanaście tygodni.... i co? jak mawia córka, no i co? Nie wiem, ale czuję ze znowu ustawiłam sobie magiczna datę po której będzie tylko rozczarowanie ze nagle nie zadziało się coś spektakularnie odmieniającego. Patrzę w kalendarz i widzę listopad. Co zrobię?
Budowa kobiety.
Kiedy wstałam rano czy byłam sobą? A jeśli nie jestem ta sama to kim jestem? Spróbuję powiedzieć.... Alicja w Krainie Czarów
sobota, 24 sierpnia 2013
niedziela, 12 maja 2013
12 maja
Czas...... pół roku. Półmetek a bilans ? czy żyję lepiej, pełniej, dokładniej ? czy do umierania bliżej...
Wiosna w natarciu. Fajny czas. Dobrze to zaplanowałam. Przetrwałam zimę, teraz wiosna mnie niesie, wycisnę z lata każdy sok a jesienią zmienię kolor ..... tymczasem jutro ścinam włosy.
Wiosna w natarciu. Fajny czas. Dobrze to zaplanowałam. Przetrwałam zimę, teraz wiosna mnie niesie, wycisnę z lata każdy sok a jesienią zmienię kolor ..... tymczasem jutro ścinam włosy.
wtorek, 19 marca 2013
19 marca
Ale mi się dziś nie chce. Nic. Ani jesć, ani pić, spacerować, gonić, bawić, żyć.
Taką mam niechęć do wsystkiego. Znużenie zimą, brakiem światła. Nie pamiętam kiedy się ładnie ubrałam do pracy- ciągle te swetry, podkoszulki, pięć par skarpet. W spódnicy to chyba byłam ostatnio we wrześniu.
Jestem taka zmęczona zmaraźmieniem swym zimowym. Tęsknię już a słońcem, za lekkim ubraniem, za kwiatami. Chciałabym ubrać dziewczyneczkę w ciągu 5 minut i wyjśćz domu. W chuście, by ja łatwo uwolnić i by na swoich pulchnych nóżętach dreptała pytając swoje ciotoooooo.....
Tęsknię tez za swoją chęcią na poszukiwanie siebie, na poczatku roku narzuciłam sobie ostrą dyscyplinę i mam kryzys chwilowo. Wyłączam uważność i mi się odechciewa myśleć o swoich potrzebach, analizować uczuć. Po raz tysięczny w życiu rozpadam się na milion kawałków. Wiem, że znowu się pozbieram, Na nowo. mam wprawę, Robiłam to mnóstwo razy. Już wiem, że jestem jak kalejdoskop, Z tych samych kawałków, po kilku wprawnych ruchach będzie nowy obraz. Już się nie boję ze jestem wątłym naczynkiem, które roztrzaskane rozwiewa się jak pył.....
Taką mam niechęć do wsystkiego. Znużenie zimą, brakiem światła. Nie pamiętam kiedy się ładnie ubrałam do pracy- ciągle te swetry, podkoszulki, pięć par skarpet. W spódnicy to chyba byłam ostatnio we wrześniu.
Jestem taka zmęczona zmaraźmieniem swym zimowym. Tęsknię już a słońcem, za lekkim ubraniem, za kwiatami. Chciałabym ubrać dziewczyneczkę w ciągu 5 minut i wyjśćz domu. W chuście, by ja łatwo uwolnić i by na swoich pulchnych nóżętach dreptała pytając swoje ciotoooooo.....
Tęsknię tez za swoją chęcią na poszukiwanie siebie, na poczatku roku narzuciłam sobie ostrą dyscyplinę i mam kryzys chwilowo. Wyłączam uważność i mi się odechciewa myśleć o swoich potrzebach, analizować uczuć. Po raz tysięczny w życiu rozpadam się na milion kawałków. Wiem, że znowu się pozbieram, Na nowo. mam wprawę, Robiłam to mnóstwo razy. Już wiem, że jestem jak kalejdoskop, Z tych samych kawałków, po kilku wprawnych ruchach będzie nowy obraz. Już się nie boję ze jestem wątłym naczynkiem, które roztrzaskane rozwiewa się jak pył.....
wtorek, 12 marca 2013
12 marca
Ciut zaniechałam, ale wracam. Tesknię za rytmem w życiu. Chcę aby w moim rytmie był czas na pisanie. Jestem teraz zajęta medytacją w działaniu. Tak ćwicze TU i TERAZ że padam zmęczona wieczorem jak po maratonie.
Potrzebuję samopotwierdzenia, że mam wpływ na swoje życie. Że ono płynie bo ja, a nie że inni.
Jest to zadanie o tyle trudne gdy ma się do opieki skarajności. I robi się to samo, tyle że na dwóch krańcach linii zycia.
Towarzyszenie w stawianiu niepewnych kroków.
Karmienie łyżeczką.
Mówienie prostymi zdaniami.
Higiena osobista. Pieluchy.
A zegar tyka tak samo dla nas wszystkich....
Potrzebuję samopotwierdzenia, że mam wpływ na swoje życie. Że ono płynie bo ja, a nie że inni.
Jest to zadanie o tyle trudne gdy ma się do opieki skarajności. I robi się to samo, tyle że na dwóch krańcach linii zycia.
Towarzyszenie w stawianiu niepewnych kroków.
Karmienie łyżeczką.
Mówienie prostymi zdaniami.
Higiena osobista. Pieluchy.
A zegar tyka tak samo dla nas wszystkich....
sobota, 10 listopada 2012
10 listopada
..............
Ciekawa jestem ile jest prawdy w powiedzeniu, że człowiek zmienia się co 7 lat? Że nie tylko zmienia ale wymienia nawet, że w przeciągu 7 lat wymieniają się tkankii wszelkie ingrediencje z których składa się ciało...
7 lat temu zobaczyłam trupa. Ciało znaczy się, dokładnie moją ukochaną ciotkę tyle, że nieżywą. Boże co to był za szok. Taka zdezorientowana się poczułam. Pamiętam to jak dziś.Takie truchło w kostnicy. Nic. Opakowanie po cioci.
Czy dziś po tej długiej podróży w poszukiwaniu własnej duszy wiem czym jest to coś co uleci ze mnie i zostawi tylko opakowanie? Czy już jestem tym innym człowiekiem? Czy już każda moja komórka wierzy w życie pozagrobowe, karmę, reinkarnację czy zmartwychwstanie? Bo że to coś jest -wiem.
Ciekawa jestem ile jest prawdy w powiedzeniu, że człowiek zmienia się co 7 lat? Że nie tylko zmienia ale wymienia nawet, że w przeciągu 7 lat wymieniają się tkankii wszelkie ingrediencje z których składa się ciało...
7 lat temu zobaczyłam trupa. Ciało znaczy się, dokładnie moją ukochaną ciotkę tyle, że nieżywą. Boże co to był za szok. Taka zdezorientowana się poczułam. Pamiętam to jak dziś.Takie truchło w kostnicy. Nic. Opakowanie po cioci.
Czy dziś po tej długiej podróży w poszukiwaniu własnej duszy wiem czym jest to coś co uleci ze mnie i zostawi tylko opakowanie? Czy już jestem tym innym człowiekiem? Czy już każda moja komórka wierzy w życie pozagrobowe, karmę, reinkarnację czy zmartwychwstanie? Bo że to coś jest -wiem.
środa, 7 listopada 2012
7 listopada
Dziś jak diabeł z pudełka wyskoczyło mi z głowy wspomnienie. 20 lat siedziało schowane, nikomu nie opowiadane siedziało i truło, batem smagało by robić coraz więcej dla innych coraz mniej dla siebie.
Mieliło mnie i mieliło i w końcu wypluło. Rzecz z podstawówki, rzecz wydawałoby się mała i nieistotna. A jak wyskoczyła to nie wiedziałam jak mam usta zatykać w tym tramwaju taki skowyt się z serca wydobywał. Przytuliłam to wspomnienie,oddychałam głęboko skupiając się na przestrzeni wokół serca. Trochę płakałam, ale czuję jak wewnętrznie odmarzam, jak to było dokładnie to czego w sobie szukałam. Tyle lat. W tylu gabinetach, na tylu warsztatach. A znalazłam w tramwaju nr 16 na wysokości drewnianego kościółka..... tak, kościółka pod wezwaniem Archanioła Michała, którego tak ostatnio prosiłam o pomoc......
Cuda są wszędzie.
Mieliło mnie i mieliło i w końcu wypluło. Rzecz z podstawówki, rzecz wydawałoby się mała i nieistotna. A jak wyskoczyła to nie wiedziałam jak mam usta zatykać w tym tramwaju taki skowyt się z serca wydobywał. Przytuliłam to wspomnienie,oddychałam głęboko skupiając się na przestrzeni wokół serca. Trochę płakałam, ale czuję jak wewnętrznie odmarzam, jak to było dokładnie to czego w sobie szukałam. Tyle lat. W tylu gabinetach, na tylu warsztatach. A znalazłam w tramwaju nr 16 na wysokości drewnianego kościółka..... tak, kościółka pod wezwaniem Archanioła Michała, którego tak ostatnio prosiłam o pomoc......
Cuda są wszędzie.
wtorek, 6 listopada 2012
6 listopada
Zęby córki są najważniejsze. Przytulanie płaczącej córki jest najważniejsze. Medytacja miłującej dobroci jest najważniejsza. W tym samym momencie dzieje się tyle najważniejszych rzeczy. Medytować z płaczacym dzieckiem na rękach potrafię. Nauczyłam się przez pierwsze jej miesiące życia. Ona płakałaa ja skupiałam sie na miłości jaką do niej czułam i rozszerzałam te kręgi na coraz wieksze przestrzenie, a potem zaczynałam znowu od niej. Czuję, że przetrwałam te 3 miesiące kolki bez uszczerbku na swoim zdrowiu psychicznym. Uważnie się przyglądam córce i tak nieśmiało zgaduję,że jej też to nie doskwiera.... oby. Tuliłam ją, nosiłam, chyba tylko ze trzy czy cztery razy miałam tak strasznie dość, jak można mieć dość noszenie wrzeszczącego niemowlaka. Ale to dość zawsze objawiało się jak rozpraszałam uwagę, jak uciekałam z chwili obecnej. Jak myślałam,że mogłabym robić coś pożytecznego..... a przecież robiłam.
Mam jakieś trudności ze sobą w tym momencie. Coś mnie gryzie od środka. Zwolniłam krok,opuściłam kąciki ust w dół. Jadę tramwajem do pracy i patrzę na coraz bardziej opustoszały z kolorów park. Tak dyskutuję zawzięcie w głowie..... Ale dzieją się cuda uważności, które mnie z głowy wyrywają z korzeniami. Wkładam dziecko w chustę i idziemy na spacer- mały paluszek wskazuje świat jakim jest, bez interpretacji. Po prostu. Ja go opisuję- a tio-to. drzewo. tio-to. lampa. tio-to. szyld z napisem wróżka. tio-to. salon kuchni. tio-to..... cały świat na nowo. Sama obserwacja. Najpiękniejszy trening NVC. Najlepsze TU i TERAZ.
Mam jakieś trudności ze sobą w tym momencie. Coś mnie gryzie od środka. Zwolniłam krok,opuściłam kąciki ust w dół. Jadę tramwajem do pracy i patrzę na coraz bardziej opustoszały z kolorów park. Tak dyskutuję zawzięcie w głowie..... Ale dzieją się cuda uważności, które mnie z głowy wyrywają z korzeniami. Wkładam dziecko w chustę i idziemy na spacer- mały paluszek wskazuje świat jakim jest, bez interpretacji. Po prostu. Ja go opisuję- a tio-to. drzewo. tio-to. lampa. tio-to. szyld z napisem wróżka. tio-to. salon kuchni. tio-to..... cały świat na nowo. Sama obserwacja. Najpiękniejszy trening NVC. Najlepsze TU i TERAZ.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)