Ale mi się dziś nie chce. Nic. Ani jesć, ani pić, spacerować, gonić, bawić, żyć.
Taką mam niechęć do wsystkiego. Znużenie zimą, brakiem światła. Nie pamiętam kiedy się ładnie ubrałam do pracy- ciągle te swetry, podkoszulki, pięć par skarpet. W spódnicy to chyba byłam ostatnio we wrześniu.
Jestem taka zmęczona zmaraźmieniem swym zimowym. Tęsknię już a słońcem, za lekkim ubraniem, za kwiatami. Chciałabym ubrać dziewczyneczkę w ciągu 5 minut i wyjśćz domu. W chuście, by ja łatwo uwolnić i by na swoich pulchnych nóżętach dreptała pytając swoje ciotoooooo.....
Tęsknię tez za swoją chęcią na poszukiwanie siebie, na poczatku roku narzuciłam sobie ostrą dyscyplinę i mam kryzys chwilowo. Wyłączam uważność i mi się odechciewa myśleć o swoich potrzebach, analizować uczuć. Po raz tysięczny w życiu rozpadam się na milion kawałków. Wiem, że znowu się pozbieram, Na nowo. mam wprawę, Robiłam to mnóstwo razy. Już wiem, że jestem jak kalejdoskop, Z tych samych kawałków, po kilku wprawnych ruchach będzie nowy obraz. Już się nie boję ze jestem wątłym naczynkiem, które roztrzaskane rozwiewa się jak pył.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz